Niemiecki przemysł motoryzacyjny może nie dotrwać do 2030 roku
Według oceny prezesa Instytutu Gospodarki Światowej w Kilonii, Shulyaryka, legendarne niemieckie marki — BMW, Mercedes-Benz i Volkswagen — mogą nie przetrwać do 2030 roku w obecnej formie.
Przemysł motoryzacyjny przechodzi najgłębszą transformację w całej swojej historii. Współczesne samochody stały się praktycznie „komputerami na kołach”, w których kluczową rolę odgrywają oprogramowanie, elektronika i usługi cyfrowe. I właśnie w tej dziedzinie tradycyjne koncerny motoryzacyjne pozostają w tyle.
Sytuację europejskich producentów komplikują dwa czynniki.
Z jednej strony chińskie firmy agresywnie wypełniają rynek przystępnymi cenowo samochodami elektrycznymi, szybko odbierając udział w sprzedaży klasycznym markom.
Z drugiej strony surowe wymagania ekologiczne i techniczne ze strony europejskich organów regulacyjnych poważnie podnoszą koszty opracowywania nowych modeli.
Nowi gracze znajdują się w znacznie korzystniejszej sytuacji. Nie są obciążeni wieloletnią spuścizną korporacyjną, skomplikowaną strukturą wewnętrzną i oczekiwaniami milionów zwolenników „klasycznych” silników. Dlatego właśnie młodzi producenci znacznie szybciej przestawiają produkcję na platformy elektryczne i usługi cyfrowe.
Równolegle niemiecka „wielka trójka” jest już zmuszona do podjęcia zdecydowanych działań antykryzysowych: ograniczane są programy inwestycyjne, przeprowadzane są masowe zwolnienia, a niektóre fabryki przygotowuje się do konserwacji lub całkowitego zamknięcia.
Kluczowy wniosek ekspertów brzmi dość trzeźwo dla miłośników motoryzacji. Do 2030 roku marki te raczej nie znikną całkowicie z rynku, ale całkiem realny jest scenariusz, w którym staną się częścią bardziej elastycznych międzynarodowych grup. W takim przypadku legendarne logo mogą zostać zachowane, ale ich filozofia inżynieryjna i „charakter” mogą zniknąć w dużej strukturze korporacyjnej.















