Za pomocą czujników ciśnienia w oponach można śledzić trasy kierowców.
Dążenie producentów samochodów do rozszerzania możliwości systemów pokładowych i uczynienia ich maksymalnie „inteligentnymi” ma również swoją drugą stronę — nowe kanały komunikacji bezprzewodowej otwierają dodatkowe możliwości dla cyberataków. Jak wykazały najnowsze badania, cyberprzestępcy są w stanie śledzić ruchy samochodu… za pomocą zwykłych czujników ciśnienia w oponach — TPMS.
Eksperyment przeprowadziła międzynarodowa grupa naukowców z kilku europejskich uniwersytetów we współpracy z ekspertami z firmy IMEDA Networks. Naukowcy udowodnili, że nawet prosty, domowej roboty odbiornik o wartości około 100 dolarów pozwala przechwytywać sygnały autonomicznych czujników TPMS (z własną baterią i nadajnikiem radiowym), które wysyłają dane do komputera pokładowego samochodu. Zasięg odbioru wynosi do 50 metrów.
Po uzyskaniu unikalnych identyfikatorów czujników konkretnego samochodu, przestępcy mogą regularnie rejestrować jego pojawienie się w zasięgu działania urządzenia i faktycznie budować trasę przejazdu. W przypadku masowego śledzenia gęstego ruchu samochodów taka metoda jest mało skuteczna, ale do punktowej obserwacji jednego samochodu — całkiem odpowiednia. W praktyce wystarcza to do określenia, kiedy pojazd opuszcza określony obszar i kiedy wraca.
Szczególne zagrożenie taka podatność stanowi dla transportu komercyjnego. W przypadku ciężarówek sygnały TPMS potencjalnie pozwalają na wyciągnięcie przybliżonych wniosków dotyczących masy ładunku. Ponadto badacze zwracają uwagę na jeszcze jeden scenariusz — podmianę sygnałów. Hakerzy mogą celowo „podrzucić” samochodowi fałszywe zgłoszenie o spadku ciśnienia w oponie. Jeśli kierowca zatrzyma się i wysiądzie, aby sprawdzić koło, ryzykuje, że padnie ofiarą ataku lub co najmniej straci czas i zakłóci podróż.
Logicznym rozwiązaniem technicznym wydaje się szyfrowanie danych przesyłanych przez czujniki TPMS. Jednak eksperci podkreślają, że wdrażanie go przez każdego producenta z osobna jest niebezpieczne. Niezgodne standardy mogą spowodować problemy z działaniem systemów i utrudnić integrację czujników z elektroniką samochodów różnych marek. Dlatego kwestia ochrony TPMS wymaga jednolitego podejścia branżowego, w przeciwnym razie rozwój „inteligentnych” funkcji tylko zwiększy cyberzagrożenia dla zwykłych kierowców.









