Ford wezwał Trumpa do wprowadzenia nowych barier dla chińskich samochodów w Stanach Zjednoczonych
Dyrektor generalny Forda Jim Farley zwrócił się do administracji Donalda Trumpa z inicjatywą zaostrzenia przepisów dotyczących ewentualnego wejścia chińskich producentów samochodów na rynek amerykański. Jego propozycja sprowadza się do zasady „warunków lustrzanych”: jeśli firmy z Chin planują otworzyć produkcję w Ameryce, muszą to robić wyłącznie poprzez wspólne przedsiębiorstwa, w których pakiet kontrolny i kluczowe decyzje zarządcze pozostaną w rękach amerykańskich partnerów.
W rzeczywistości chodzi o model, który sam Chiny stosowały przez dziesięciolecia wobec zachodnich koncernów motoryzacyjnych, ograniczając ich dostęp do swojego rynku. Podczas wydarzeń w Detroit Farley omawiał tę koncepcję z przedstawicielami władz federalnych USA, w tym z przedstawicielem handlowym kraju i ministrem transportu.
Główna logika tego podejścia jest prosta — zagraniczni producenci uzyskują dostęp do rynku amerykańskiego, ale jednocześnie są zmuszeni dzielić się technologiami, zyskami i kompetencjami produkcyjnymi, a strategiczna kontrola pozostaje w rękach lokalnego biznesu.
W Fordzie otwarcie podkreślają, że nie chodzi tylko o ekonomię. Firma deklaruje konieczność ochrony rynku wewnętrznego przed masowym importem subsydiowanych samochodów z Chin, a także zwraca uwagę na zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego i poufności danych.
Moment na takie negocjacje nie został wybrany przypadkowo. Wcześniej Donald Trump publicznie oświadczył, że chińscy producenci samochodów mogą sprzedawać swoje pojazdy w Stanach Zjednoczonych pod warunkiem budowy fabryk na terytorium amerykańskim i tworzenia miejsc pracy dla lokalnych pracowników. Jednocześnie idea obowiązkowych wspólnych przedsięwzięć jest w Waszyngtonie przyjmowana z rezerwą ze względu na możliwe konsekwencje polityczne. Jednak niektórzy urzędnicy postrzegają ją jako potencjalny element przyszłych negocjacji między Stanami Zjednoczonymi a Chinami.
Wśród samych amerykańskich producentów nie ma jedności. General Motors zajmuje twarde stanowisko i sprzeciwia się wszelkim formom dopuszczenia chińskich firm na rynek wewnętrzny, niezależnie od struktury własnościowej. W koncernie obawiają się utraty udziału w rynku i poważnych ciosów dla krajowego łańcucha dostaw.
Sam Jim Farley wielokrotnie nazywał chińskie marki bezpośrednim zagrożeniem dla zachodniego przemysłu motoryzacyjnego, uznając jednocześnie ich wysoką technologiczność i agresywnie niskie ceny. Do osobistych testów używał nawet chińskiego samochodu elektrycznego Xiaomi SU7 i publicznie chwalił jego wyposażenie i właściwości użytkowe.
W odpowiedzi na nasilenie konkurencji Ford już opracowuje własną strategię antykryzysową.
Firma planuje wykorzystać licencjonowane technologie CATL do budowy fabryki akumulatorów w stanie Michigan. Równolegle trwają negocjacje z BYD dotyczące dostaw akumulatorów do modeli hybrydowych. Osobnym kierunkiem będzie opracowanie przystępnego cenowo elektrycznego pickupa o orientacyjnej wartości około 30 tysięcy dolarów, którego premiera planowana jest na 2027 rok.
W ten sposób Ford stawia nie tylko na mechanizmy regulacyjne, ale także na przyspieszony rozwój własnych technologii elektromobilnych, starając się zapobiec dominacji chińskich producentów na jednym z kluczowych rynków motoryzacyjnych świata.














